Stan wojenny
Wprowadzenie stanu wojennego zastało mnie w Warszawie, na Ochocie. Nie zapomnę zakończenia tego dnia: organizowałam pomoc dla nastolatka, który przywędrował do swojej siostry z miejscowości oddalonej o 40 kilometrów. Miał odmrożone stopy, telefony nie działały. Na Nowym Mieście natknęłam się na patrol wojskowy, ale oni też nie mieli jeszcze łączności i odesłali mnie na posterunek milicji na Starym Mieście. Nagle pojawił się pies, wyżeł i postanowił mi towarzyszyć. Mówiąc potocznie 'robił' za mojego psa. Udało się: chłopak dostał pomoc medyczną, to był ostatni moment na uratowanie jego stóp. Pies najwyraźniej uznał, że pomógł i jak nagle się pojawił, tak samo zniknął. I chociaż już było ciemno i bardzo zimno, zrobiło się jeszcze ciemniej i chłodniej. Odczuliśmy wszyscy wojenny zamordyzm, wolność słowa jawiła się jak abstrakcja. Nosiliśmy oporniki w klapach płaszczy, przemycaliśmy 'bibułę', a ja, dzięki swojej umiejętności pisania na maszynie metodą bezwzrokową dziesięcioma palcami, nie mogłam opędzić się od pracy. Non stop przepisywałam różnego rodzaju ulotki, brałam nawet udział w przygotowaniu do druku wierszy Miłosza, oczywiście w nielegalnym obiegu. Wolność słowa... tyle walki, tyle poświęcenia i kiedy wydawało by się, że dane raz na zawsze, że zagwarantowane, że bezpieczne, okazuje się, że nie. Że nie wolno, nie powinno się mieć swojego zdania, że nie wolno pytać, bo zakrzyczą, bo zarzucą agresję. Tylko dlaczego?
Przypominam dzisiaj jeden z moich artykułów, który napisałam dla 'Ludowca'. I żeby nie było: miałam wolnośc wybierania tematów. Napisałam go parę lat temu i z przerażeniem odkrywam jego aktualność. Byłam w Wannsee.
ŚNIADANIE W
WANNSEE TRWAŁO CZTERDZIEŚCI MINUT…
Wannsee – urocza dzielnica Berlina. Przepiękna willa, otoczona urokliwym parkiem,
a nieopodal jezioro z robiącym wrażenie monumentem lwa na brzegu. Można by rzec
– bajkowa sceneria. Dla znawców historii to miejsce ponure. To tam, 20 stycznia
1942 roku, na tzw. śniadaniu, zebrało się piętnastu przedstawicieli partii
nazistowskiej i przesądziło o losie ludzi pochodzenia żydowskiego, przesądzili
o ich śmierci. Czy to stało się podczas tego niespełna godzinnego śniadania?
Nie! To trwało latami, to było radykalizowanie języka, to powolne,
systematyczne zakazywanie uczestniczenia w życiu publicznym, powszechnym.
Niemożliwe? A jednak tak! W 1933 roku powstała narodowosocjalistyczna ‘wspólnota
narodowa’ – taka obietnica materialnego dobrobytu i systemu ubezpieczeń
społecznych. Dzięki zachęcie rządu powstawały nowe organizacje charytatywne
spełniające obietnice polityki rządu, a przeciwnicy polityczni byli wykluczeni
i prześladowani.
ŚNIADANIE W
WANNSEE TRWAŁO CZTERDZIEŚCI MINUT…
Ta tzw. ‘wspólnota narodowa’ uderzała w obywateli Niemiec pochodzenia żydowskiego. Kolejne zarządzenia zabraniały im korzystania z instytucji publicznych. Nawet książki dla dzieci, gazety czy filmy umiejętnie podsycały nienawiść rasową, podkreślały inność pochodzenia i religii. To były okrutne zakazy wstępu na basen, korzystania z bibliotek publicznych czy wreszcie posiadania zwierząt domowych i ‘pozbycia’ się tych, które już posiadano!
ŚNIADANIE W
WANNSEE TRWAŁO CZTERDZIEŚCI MINUT…
15 września 1935 roku weszły w życie Ustawy Norymberskie.
Zabraniały zawierania małżeństw pomiędzy Żydami a ‘Niemcami czystej krwi’,
związki pozamałżeńskie były karane jako przestępstwo ‘rasowej hańby’. Owe
ustawy stały się podstawą do wielu rozporządzeń odbierających ludziom
pochodzenia żydowskiego godność życia.
ŚNIADANIE W
WANNSEE TRWAŁO CZTERDZIEŚCI MINUT…
W 1938 roku doszło do masowego pogromu w całej Rzeszy.
Synagogi, sklepy i domy Żydów zostały całkowicie zniszczone. Zginęło 100
tysięcy Żydów, 30 tysięcy zostało osadzonych w obozach koncentracyjnych. Właścicieli ocalałych zakładów
zmuszono do sprzedaży za bezcen, lekarzy
i adwokatów pozbawiono prawa
wykonywania zawodu. Wreszcie zaczęto wysiedlanie...
ŚNIADANIE W
WANNSEE TRWAŁO CZTERDZIEŚCI MINUT…
Naziści ‘tępili’ inność. ‘Czystość rasy’ miała być
zagwarantowana celową selekcją. Już w
1935 roku rozpowszechniano ulotkę propagującą teorię rasową:
1. Zadbaj o
trwałość swego narodu przez wielodzietność Twojej rodziny.
2. Niemiecki
mężczyzno, szanuj i chroń w każdej kobiecie matkę niemieckich dzieci.
3. Niemiecka
kobieto, nigdy nie zapomnij o Twoim najwyższym zadaniu, by stać na straży
niemieckiego rodzaju.
4. Chroń dzieci swoje przed losem
mieszańca.
5. Utrzymuj niemiecką krew w czystości.
6. Każdy, kto nie jest niemieckiej krwi,
jest obcej krwi.
7. Itd. Itd. Itd. …
Brzmi
znajomo? Niestety..
ŚNIADANIE W
WANNSEE TRWAŁO CZTERDZIEŚCI MINUT…
Ten sam schemat spowodował masakrę ponad miliona osób pochodzenia Tutsi dokonaną przez ekstremistów Hutu. Ten sam schemat doprowadził do największego ludobójstwa w Europie po II Wojnie Światowej w Srebrnicy w 1995 roku. Do dziś dnia matki szukają swoich synów, żony opłakują mężów, a dzieci usiłują przypomnieć sobie twarze ojców.
Ludzie pochodzenia żydowskiego latami współtworzyli kulturę i
przyczyniali się do rozwoju Niemiec, Tutsi i Hutu byli sąsiadami, Muzułmanie w
byłej Jugosławii dzielili troski i
radości dnia codziennego
z Serbami. Nagle, w chorym umyśle, lęgnie się myśl o
dziejowej niesprawiedliwości,
o wyimaginowanych krzywdach i roszczeniach, myśl,
która niszczy marzenia, rujnuje dorobek pokoleń i buduje mury. Nagle, grupka
osób powiększa się i z przerażeniem widzimy marsz z pochodniami, zasłoniętymi twarzami, z
emblematami nazistowskich symboli, co gorsza, z błogosławieństwem! To już
wszystko było! Czy naprawdę historia nie nauczyła nas niczego?
ŚNIADANIE W
WANNSEE TRWAŁO CZTERDZIEŚCI MINUT…
Komentarze
Przerażająco aktualny...